alt„Operacja Dunajec” 2012

(relacja nowicjusza)


Dla Opolanina jedyną poważniejszą wadą desantu na Dunajec jest odległość - ale co tam - podróż oprócz niewygód ma też swoje uroki. Można na przykład zrobić przerwę w Wadowicach (na kremówki i uzupełnienie zapasów), a następnie zostawić zakupy (kawa, herbata, mleko, cukier, słodycze, kubki, sztućce) na trawniku przed marketem… wsiąść do busa i odjechać! A to się rodzice tego małego Roma (sympatycznego i bardzo zainteresowanego naszymi kajakami) ucieszą, jak synek przyniesie do domu taaakie „zakupy”. Nie żebym miał coś złego na myśli, moje gapiostwo – jego szczęście, mam nadzieję, że ciasteczka smakowały.

Zresztą co postój to atrakcje. Szczególnie rozbroił wszystkich 75-letni autostopowicz, nie baca co prawda, ale przynajmniej góral z krwi i kości. Zagadnięty więc o aurę na rozpoczęcie spływu, tak się nam zrewanżował za podwózkę: „Pytocie panocku, cy byndzie dobra pogoda w Boze Ciało”? – chwila zastanowienia – „A dej Boze zeby była!”. Coś ci górale z ich pogodowymi przepowiedniami są chyba lekko przereklamowani. Za to do najlepszej i najtańszej w okolicy śliwowicy mógł nas poprowadzić z zamkniętymi oczami o każdej porze dnia i nocy i to bez względu na sikawicę czy inną zowiyruchę!

Po 6 godzinach, zmęczeni i bez kawy, z przyczepą kajaków dla całej pozostałej ekipy, dotarliśmy na wielki biwak w Krościenku nad Dunajcem, gdzie już wieńczyła się nietypowa budowla… Jako, że cała opolska delegacja liczyła sobie około 30 osób, to oprócz kilku indywidualnych namiotów "kulturalnym centrum" wyprawy był - wzorem lat ubiegłych - rodzinny namiot wojskowy z wręcz nieograniczoną ilością miejsc noclegowych i centralnym ogrzewaniem marki „koza”.

A dalej, z dnia na dzień, było już tylko ciekawiej. Szczególnie kilka wieczornych, mrożących krew w żyłach historyjek o zdradzieckiej górskiej rzece, sprawiało, że miało się ochotę od razu wracać do Opola. Jednak Dunajec i Krościenko wciągają w swój wir wydarzeń tak błyskawicznie i niepostrzeżenie, że nie ma wiele czasu na refleksję, o dezercji nawet nie wspominając. Ale po kolei.

Obozowisko klasyczne: rozległe, rozgadane i wielojęzyczne (choć z miażdżącą przewagą bandery polskiej - trwa EURO 2012). Na początek jednak formalność - chrzest dla debiutantów, czyli recytowanie przysięgi, a potem „klepanie” pierwszaków po tyłku. Oj, zdecydowanie wolę recytowanie. Zapytałem więc przy okazji starych bywalców o to, jaka jest symbolika siarczystych, męskich klapsów (bo tych otrzymałem najwięcej)? I jak myślicie, czego się dowiedziałem? Mianowicie: „mocne bicie może oznaczać - że chrzczący-bijący cię lubi lub... że cię nie lubi”. I bądź tu mądry. Nie dasz rady!

Tak, tak, bo na „Dunajcu” wszyscy kręcą, nabierają i kłamią nowicjuszy w żywe oczy i to bez mrugnięcia powieką, non stop robią sobie z ciebie jaja, udzielają pokrętnych i wymijających odpowiedzi. Zasadniczo nie ma sensu pytać o cokolwiek, np. o drogę, o godzinę, o to co jest za zakrętem rzeki, ile jeszcze kilometrów do mety, bo i tak dowiesz się czegoś nie na temat lub nieprawdy. Zobaczymy za rok, drżyjcie pierwszaki, już ja wam doradzę…

A Dunajec, jak to Dunajec: „wody do kolan, a mokro do jajec!” Snuje się pozornie leniwie, gdzieniegdzie tylko postrzępiony jakimiś wystającymi kamyczkami (tylko ślepy by nie ominął) i spienieniami (tylko głupi by tam wpłyną). Z brzegu wygląda to mniej więcej tak: dość niemrawa woda, leniwi kajakarze, znudzeni flisacy, a na tratwach turyści próżniacy.

A potem wsiadasz do kajaka i… jaaaaaaaapierdziuuuuuuuu !!! Po 500 metrach jesteś mokry jak świnia, po 5 kilometrach sponiewierany jak ścierka (po dwóch wywrotkach), a na metę docierasz z 40 minutową stratą (po 20 minut na każde wodowanie). Wszystko jest nie tak: klapki – przywiązane do stóp 3 metrowymi zwojami taśmy – zostają w mule już przy pierwszej „przenosce” - wytargane z dna z niesamowitym poświęceniem - uciekają 3 minuty później podczas kolejnej „eskimoski” – i tyle je widzieliśmy. Dalsze człapanie po ostrych kamieniach (kamerdolcach raczej – niech je piekło pochłonie) nie należy już do najprzyjemniejszych, lecz czymże są lekko podrasowane stopy w porównaniu ze zdartymi do kości kolankami. Żyć nie umierać! Dobrze, że chociaż chłodzenie jest jak należy, w lodowatej wodzie nie czuć bólu, znieczulenie jest bowiem pełne: miejscowe - zimną wodą i ogólne – podwójną (co najmniej) dawką adrenaliny.

Dużo z pewnością zależy od sprzętu i okrzesania czyli dunajcowego doświadczenia, jednak każdy musi zapłacić swoje frycowe i tyle! Nie wiadomo zresztą jak często, bo nawet stare wygi górsko-rzeczne wodowały na naszych oczach i nie wyglądało to na manewry zamierzone, o czym świadczyły choćby szybko oddalające się wiosła.

Ale tak jak Dunajec bierze swój początek ze źródeł Czarnego i Białego Dunajca, tak i spływ ma swoje ciemniejsze i jaśniejsze odsłony. I tych jasnych jest zdecydowanie więcej. Slalom między tratwami, zasłużona smażona rybka na cumowaniu w Szczawnicy, abordaże kajaków (pokojowe) i łączenie ich w "tratwy", tranzyt przez Jezioro Czorsztyńskie, odsłaniający się z zakrętu na zakręt widok na dostojne Tatry i Pieniny (z unikatowym Przełomem Dunajca) - to relaks z wrażeniami jakich nie zaznałem nigdzie indziej. Miny ugrzecznionych turystów z tratw flisackich, obserwujących jak za pomocą umocowanej na sznurku połówki butelki PET wyjewamy z kajaka hektolitry wody - bezcenne. Tylu fotografii dawno nikt mi nie napstrykał, szkoda tylko że żadnej nawet nie zobaczę, ale cóż taka jest widocznie cena uchodzenia za osobliwość turystyczną.

Czas spędzony na wodzie to jedno, a biwak to zupełnie inna kwestia: tłum pozytywnie zakręconych ludzi, pieczony dzik, składkowy gorący kociołek różności, trunki, gitara i spiew - powodują, że aż chce się żyć - mimo iż kilka godzin wcześniej chciało się umierać. A przyroda? Nie do opisania. To trzeba zobaczyć!

Przepraszam za lekkość i żartobliwy ton wypowiedzi (pełen stylistycznie nieuprawnionych ozdobników), ale wydaje mi się, że pisać o spływie Dunajcem na poważnie, to tak jak opowiadać o pogrzebie na żarty – nie da się. I dlatego za rok wybieram się tam ponownie! Do zobaczenia!


Romek ( Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. )

Krościenko nad Dunajcem, 6-10 czerwca 2012

 

Z ramienia Opolskiego Towarzystwa Kajakowego udział w opolskiej „Operacji Dunajec 2012” wzięli::

C-2 M – Kowalski Dariusz, Rafał Szmolke – 2 miejsce

F2 – Włodzimierz Wolbach, Sikorska-Grondys Aleksandra – 1 miejsce

T-1 M – Andrzej Martuś

T-1 M - Grzegorz Bernatek

T-1 M - Marcin Lis

T-2 M – Roman Kołbuc, Michał Kołbuc

T-2 Mix – Boroń Mirosław, Fajto Joanna

T-2 Mix – Kwieciński Jacek, Szpak Magdalena

T-2 Mix – Ozimek Grzegorz, Szczepańska Aleksandra

T-2 Mix – Boroń Paweł, Handzel Dominika

oraz: Krzysiek, Julia, Przemek, Robert, Emilia, Beata, Filip i inni.

Więcej zdjęć ze spływu znajdziecie tutaj.

altaltaltaltaltaltaltaltaltaltaltaltaltaltaltaltaltaltaltaltaltaltaltaltaltaltaltaltaltaltaltalt

 

PARTNERZY:

STEGU - Kamień dekoracyjny i elewacyjny
PZU Życie SA
Odrzańskie Ratownictwo Specjalistyczne
Designed & powered by gk-webdesign